|
20.01.2010 List O. Eryka z Boliwii
Drogi Ojcze Melchiorze, Drodzy Współbracia!
Już prawie pół roku minęło od mojego pobytu w Ojczyźnie na wakacjach. Na początek pragnę
podziękować wszystkim Współbraciom, z którymi się spotkałem za serdeczność, gościnę i
wszelką pomoc. W sposób szczególny współbraciom z Wejherowa, Torunia i Wronek, gdzie
mogłem dzielić się wiarą i doświadczeniami z misji. Dzięki pomocy materialnej, jaką
otrzymałem mogłem zakupić łódź (ślizgacz), który już się sprawdził w październiku, kiedy
byłem w miejscowości Santa Teresa, oddalonej 160km od Chipiriri.
Od niedzieli jestem
w Santa Cruz na corocznych rekolekcjach wykorzystuję więc dostęp do internetu, aby
skreślić kilka słów.
Najpierw troszeczkę o tym, gdzie pracuję. Od roku jestem w
tropiku 180 km od Cochabamba w prowincji Chapare mającej smutną sławę bycia źródłem
największej produkcji Koki, a co z tym idzie i Kokainy. Pracuję w miejscowości
Chipiriri (Cipiriri). Dzięki Bogu nie jestem sam. W małym klasztorku, który próbujemy
rozbudować jestem z dwoma starszymi braćmi z Włoch, młodszy Gregorio skończy w tym roku
73 lata, starszy Cristobal 80 lat. Chipiriri, które jest małą miejscowością liczy około
300 osób, jest można powiedzieć centrum naszej parafii, misji w skład której wchodzi 7
kaplic i wiele wiosek. Do najdalszych wiosek mamy 50 km. Oprócz tego opiekujemy się
wioskami położonymi wzdłuż rzek: 24, Chipiriri, Isiboro. Tam mieszkają plemiona
Trinitarios, i Yurakare. Jedyny sposób dotarcia do tych ludzi to rzeki, wzdłuż których
oni żyją w małych osadach. Płyniemy do wiosek, z których najdalsze leżą mniej więcej 240
km płynąc łodzią od małej miejscowości, która leży na jednym z krańców naszej parafii a
nazywa się Puerto San Francisco (Port Św. Franciszka - proszę nie wyobrażać sobie
zbytnio, kiedy mowa o porcie). Pracy jest wiele a nas mało, trzeba więc robić, co jest
po ludzku możliwe. Przygotowuję w trzech punktach misyjnych do sakramentu bierzmowania,
co nie jest łatwe, kiedy w rodzinie brakuje wiary a sakramenty dla niektórych stały się
tylko tradycją, którą dobrze jest spełnić nie myśląc zawsze o tym samym, o oddaniu się
Chrystusowi. Trzeba jednak siać, mając świadomość, że wzrost daje Pan i zostawić zbiory
następnym.
Kończąc ten list, pragnę podziękować o. Melchiorze za wysłane drogą mailową
intencje Mszalne i jeśli możliwe proszę o dalsze. Niestety ludzie we wioskach rzadko proszą o
Msze św., 6 lub 7 razy na miesiąc, odległości są duże potrzeba więc
za coś kupić benzynę. Jednakże wszystkich, którzy będą czytali ten list proszę przede
wszystkim o modlitwę w mojej intencji i tych, do których w tym momencie Pan Bóg mnie
posłał, abym był dobrym jego narzędziem. Bóg zapłać za wszystko i z Bogiem. Postaram
się przesłać więcej zdjęć z Misji i napisać coś więcej.
o. Eryk
|