|
|
|
13.07.2010 Kronika odwiedzin Ojca Eleuteriusza
Środa 13 Lipca 2011
O 7.00 rano wyruszyliśmy na lotnisko. O. Charles z postulantem załatwiali
formalności i opłaty na lotnisku. Przeszliśmy kotrolę paszportową. Wszędzie
opłaty. Przed 8.00 weszliśmy do Sali odlotow. O 8.30 żegnaliśmy ofiarnych
wspołbraci. Na pokładzie awionetki było 20 osób.
Lecimy nad terenami niezamieszkałymi. Kilometry niezamieszkałe. W dole wije się droga. Mijamy
jezioro, góry. Po półtorej godzinie zbliżamy sie do Kaminy. Samolot spokojnie
ląduje. Wyładowują nasze bagaże. Podchodzż żołnieże. Za drutami machajż
do nas Wspołbracia. Rozpoznaję Ojca Eleuteriusza. Jest z nim O. Jan i O.
Filip Chorwat. Jego samochodem jedziemy do Prokury w Kaminie.


Mijamy pałac Biskupa. Ojciec Filip obwozi nas po Prokurze. Zawiózł nas do Muzeum
Kiluba. Pracuje tam na stałe czterech tłumaczy. Tłumacza wszystkie księgi
Liturgiczne. Pokazali nam mszał, modlitewnik, katechizmy. Aktualnie tłumaczą
Mszał o Świętych. Prawdziwie mrówcza praca. Dzięki pomocy zagranicznej
Pismo Święte jest dostępne za 2 dolary. Zobaczyliśmy salę porodową, budynki
szkoły. Wszytko imponujace.
Gospodarz O. Filip zaprosił nas na obiad. O.
Jan wyjaśniał nam sytuację pracy misyjnej. Belgowie napisali list informujący
o postanowieniach ich Kapituly prowincjalnej. Poinformowali Współbraci z
Gwardianatu w Republice Demokratycznej Kongo o braku możliwości dalszego
finansowania ich pracy. List jest zapowiedzią zmian w ich Prowicji.
Bedą sie łaczyli z Prowincją Holenderską. Z braku Braci sprzedają kolejne klasztory. To
stawia Braci Chorwatów i Polakow w nowej sytuacji. Zmiany mogą zajść do
2015 roku.
DROGA Z KAMINY DO KAN KINDU.
Droga z Kaminy do Kabodo Dianda jest jedną z głównych dróg. Jest aktualnie
remontowana. 50 kilometrów jest już po remoncie. Miejscowa ludność za mąkę
i olej oraz groch oczyszcza pobocza z drzew i usuwa korzenie. Dopiero potem
wkracza ciężki sprzęt. Droga jest wyrównywana i nawożony jest specjalny rodzaj
czerwonego żwiru. Po bokach są kopane rowy odprowadzające wodę.
Przez 50 kilometrów mogliśmy się poruszać z predkością 60 kilometrów na godzine.
Później wjechaliśmy na drogę do remontu. Zostały wykarczowane
pobocza. Przez środek czesto prowadziła głęboka na 30,40 cm dziura. Nie lada
wyczynem jest prowadzenie samochodu. Jechaliśmy 10 do 30 kilometrow
na godzinę. Momentami trzeba było jeszcze zwolnić.
Przez cały czas mijaliśmy
setki ludzi prowadzacych rowery. 70 kilometrów i więcej ci ludzie udają się na
targowiska, aby tam sprzedać wegiel drzewny, maniok, czy groch. Prawdziwa
wedrówka ludow.


POWITANIE W KABONDO DIANDA.
Kabondo Dianda liczy 45 tysięcy mieszkańcow. Misja Ojca Eleuteriusza jest z
drugiej strony miejscowości. Mijamy proste gliniane maleńkie domki wielkości
jedego małego pokoju. Ku zdziwieniu pojawiają się trzy stacje przekaźnikowe
telefonii komórkowej. Ojciec Eleuteriusz korzysta z Vodacom. Komórki są
bardzo rozpowszechnione. Mijamy słupy linii elektrycznej. Kabondo Dianda w
części jest zelektryfikowanie, ale mieszkancy z tego nie korzystają. Jest to luksus
dla bogatszych. Przed misją Ojca Eleuteriusza linia się kończy.
Dojeżdzamy do Misji Kakole. Przed misją brama powitala z palm i
kwiatów. Wysiadamy z samochodu. Otaczają nas dzieci i mlodzież. Dorośli
stają z bokow. Jest kilkaset witających. Do nas podchodzą dziewczęta i
wręczają kwiaty. Ludzie spiewają i tańczą. Tak prowadzą nas kilkaset metrów
do kościoła. Panuje niesamowita radość. Wszyscy uśmiechinięci, radośni.
Śpiewana jest pieśn której refren brzmi swojsko : Witamy, Witamy, Witamy
was. Trudno opanować wzruszenie. Kościół wypelnia się dziećmi, młodzierzą i
dorosłymi. Rozpoczyna się Msza Św. Powitalna, której przewodniczy O. Borys
Soinski Wikariusz Prowincji. Liturgię wprowadził Aimator. Po niej znak krzyża
i powitanie O. Eleuteriusza.
Koncelebruje z nami kapłan pochodzacy z Kabodo Dianda. Msza sw. trwa 2
godziny. Śpiew ...
Kabondo Dianda
O. Melchior
|
| |