Misje Franciszkańskie

Prowincja św. Franciszka z Asyżu
Braci Mniejszych w Poznaniu



       
Strona Główna
Adopcja na odległość
Franciszkańska Unia Misyjna
Kontakt
Sekretariat Misyjny
Intencje Mszalne
Konto Misyjne
Różaniec Misyjny
Muzeum Misyjne
Multimedia
Misje na Mauritiusie
Misje w Boliwii
Misje w Kongo
Misje w Libii
Misje w Rosji
Misje na Ukrainie
Misje w Ziemi Świętej




Lectio Divina


 OFIARUJ ZŁOTÓWKĘ  
 NA MIESIĄC 
 10 ZŁOTYCH NA ROK 



Free counters!




















27.07.2010 Kronika odwiedzin Ojca Eleuteriusza


Środa 27 Lipca 2011



MASANGU

Droga do Masangu nie obyła bez małej przygody. Mostki na rzekach są betonowe, albo zrobiono je z szyn kolejowych położonych obok siebie. Były zabezpieczone przed rozsunięciem balami z drewna. Obecnie te bale zmurszały. Przy wjeździe na jeden z takich mostków szyny się rozsunęły i samochód wpadł przednim i tylnym kołem z lewej strony. Mocno się przechylił i trzeba było szybko go opuścić drzwiami z prawej strony. W pierwszej chwili trudno się było zorientować czy nie wpadnie do rzeki.

Utknęliśmy tam na dwie godziny. Wokół samochodu gromadziło się coraz więcej mężczyzn przejeżdżających tą drogą. Ścięto odpowiednie drzewo i samochód wypchnięto do tyłu. Wywołało to wielką radość wśród pomagających. Mogliśmy ruszyć w dalszą drogę. Droga nie była jeszcze po remoncie. Prawdziwa kongijska autostrada- czyli polna droga pełna niebezpiecznych dziur jakie wyżłobiła droga, pełna dziur i kamieni.

Do Masangu dotarliśmy dopiero po 17.00. Na początku wioski czekali na nas jej mieszkańcy. Z O. Wikariuszem wysiedliśmy z samochodu i wśród śpiewu i tańców dotarliśmy do skrzyżowania prowadzącego do misji. Tam czekał na nas O. Stanisław Smosna gwardian regionalny Kamina Koluezi. Zostaliśmy przez Niego serdecznie wyściskani i razem ruszyliśmy do misji. Wybudował ją O. Stanisław. Minęliśmy kościół i doprowadzono nas do misji.

W misji najpierw odprawiliśmy Mszę św. Potem okazja do odpoczynku i uroczysta kolacja. Z O. Borysem poznaliśmy O. Gwardiana Stanisława. Mieliśmy okazję porozmawiać na temat utrzymania misjonarza jakie pozwolą Mu pracować. Na dzienne utrzymanie wystarczy 11 dolarów. Nie pozwoli to jednak na żadna inwestycję, czy pracę w buszu. Misjonarz do pracy potrzebuje samochód terenowy, który na dzień dzisiejszy kosztuje 35000 dolarów. W tych warunkach Toyota może służyć dwadzieścia lat.

O. Stanisław Smosna jest Gwardianem Gwardianatu Kamina Koluezja prowincji belgijskiej św. Józefa. Stanowi ona jednostkę samodzielną w Kongo. Do niej należą franciszkanie z Chorwacji i Polski oraz jeden Belg. To spotkanie pomogło zrozumieć sytuację Gwardianatu, a więc i O. Eleuteriusza.





KADIBUE

Na poranne śniadanie Ojciec Gwardian podał nam kaszankę, własnego wyrobu, kiełbasę i salceson.

Misjonarze jakich poznaliśmy w tych dniach są ludźmi o wielkich umiejętnościach. Ojciec Stanisław hoduje w Masangu świnie i co jakiś czas robi własne wędliny. Robi je także dla Ojca Jacka z Kinkondji. W ogródku Ojca Stanisława można znaleźć pietruszkę, marchew, ogórki, kapustę. Jak w Polsce zawsze kisi i kapustę i ogórki.

Każdy kto myśli o pracy misyjnej powinien nabyć także umiejętności kulinarnych. Warto interesować się przepisami, je zbierać i nie bać się przyglądać jak się to robi.

Ojciec Stanisław zastosował jeszcze mocniejsze akumulatory niż Ojciec Eleuteriusz i Jego lodówka wspaniale mrozi. Pozwala to w tych temperaturach przechowywać produkty.

W Polsce stosujemy baterie słoneczne do podgrzewania wody. Na Misjach nasi współbracia korzystają z baterii słonecznych zamieniających energię słoneczną na prąd. Dzięki ładowaniu akumulatorów, dzięki przetwornikom jest on zamieniany z 12 wolt na 220.

Jeśli myślisz o misjach w kraju gdzie nie ma prądu, interesuj się jak ta technika się rozwija i jak ją praktycznie w tych warunkach zastosować.

Po śniadaniu O. Stanisław pokazał nam wybudowaną salę spotkań dla młodzieży, nową szkołę średnią. Misjonarz jest tu budowniczym. Najważniejsze, że naszym współbraciom udało się zaangażować miejscową ludność w wypalanie cegły, murowanie. Sami zbierają drzewo na wypalenie, budują piece do wypalania i przez cztery dni cegłę dzień i noc wypalają.

Ojciec Stanisław ma na misji warsztat ślusarski. Od rana na misji spawacz spawa połamane rowery. Nauczył jednego z pracowników spawania i ten jest najlepszym spawaczem w okolicy. Ludzie z dalekich stron przychodzą by korzystać z jego umiejętności. Ten warsztat cieszy się wspaniałą opinią. Jaki nauczyciel, taki uczeń. Stanowi to dodatkowy dochód dla misji.

Opuściliśmy gościnną misję Ojca Gwardiana i udaliśmy się do Kinkondji.



Masangu 27.07.2011



O. Melchior





   Powrót do strony głównej   






 Mauritius   Boliwia   Kongo   Libia   Rosja